Sto punktów Roberta

Mariusz Kapczyński / 06.12.2011 13:29

Stany Zjednoczone. Rok 1984. Młody, obiecujący prawnik po latach udanej praktyki decyduje się porzucić intratny zawód i zostać krytykiem winiarskim oraz wydawcą branżowego pisma. Rzecz niesłychana. Kto tak postępuje? Pasjonat? Szaleniec? Hochsztapler? Nie. Robert M. Parker junior.

Urodzony w 1947 roku Parker to naprawdę zdolny gość. Zdobył gruntowne wykształcenie – skończył z wyróżnieniem historię na uniwersytecie w Maryland, na tej samej uczelni uzyskał także tytuł doktora praw. Piastował poważne prawnicze stanowisko, jednak pewnego dnia wybrał – nomen omen – winną ścieżkę. Znacie kogoś, kto wykonałby tak ryzykowną i spektakularną woltę? Był to nieco szalony, a z pewnością także romantyczny krok...

O, roku ów!

Przed pełnoetatowym rozpoczęciem swego nowego pasjonującego zajęcia Parker w 1978 roku zaczął wydawać pismo – „The Baltimore Washington Wine Advocate” w skrócie: „Wine Advocate” (to dziś właściwa nazwa pisma). W czasie pierwszych lat edycji Parker znalazł zaledwie sześciuset prenumeratorów. Mimo to jako autor i wydawca poczynał sobie śmiało i nie bał się sprzeciwiać uznanym krytykom. W prognozach dotyczących nowego rocznika Bordeaux (w którym Parker się specjalizuje) uznał rok 1982 za bardzo obiecujący i dobry, co nie pozostawało w zgodzie z powszechnymi opiniami autorytetów. Ten wyjątkowy głos sprzeciwu pozwolił światu poznać Parkera. I choć jego zdanie było niezbyt popularne, to dziś, jeśli ktoś stara się o ten właśnie rocznik Bordeaux, zauważy, jak wyraźnie odcisnął na winach swoje piętno. I tak już miało zostać. Parker często wzbudza kontrowersje. Przez jednych bywa wielbiony, przez drugich – nienawidzony. Dla niektórych jest wyrocznią, dla innych – miernotą. Pojawiały się o nim tylko skrajne emocjonalnie opinie. Obojętnych nie było.

Święta w Alzacji

Fot. ArchiwumCo skłoniło Parkera do tego, by poświęcić się winu? Co go uwiodło? Jak narodził się w nim krytyk winiarski? Otóż nasz bohater wpadł jak śliwka w kompot w Alzacji w 1967 roku. Spędzał tam miesiąc bożonarodzeniowych „wakacji” u swej dziewczyny (dziś od 30 lat żony) studiującej na uniwersytecie w Strasburgu. To tam z pierwszych degustacyjnych fascynacji narodził się pomysł wydawania pisma, które mogłoby się stać niezależnym i wiarygodnym przewodnikiem dla konsumentów. I nie posłuchał protestujących głosów przyjaciół i zaklęć wyrywających włosy najbliższych, którzy nie chcieli przyjąć do wiadomości tego, że Robert rejteruje z palestry na rzecz służby winom. Dziś Parker ma ponad 40 tysięcy prenumeratorów „Wine Advocate”, pochodzących ze wszystkich stanów Ameryki i 37 innych krajów świata. „Wine Advocate” doczekał się również francuskiej edycji. Wpływ Parkera na rynek jest bezsprzeczny. Z jego opinią – czy ktoś się z nią zgadza, czy nie – trzeba się liczyć.

100 punktów, czyli ból głowy

To Parker wprowadził kontrowersyjną skalę 100 punktów. I znowu – jedni przyjęli ją z uznaniem, inni kręcili nosami. Skala wydawała się im niepotrzebnie rozciągnięta, skoro i tak większość win oscyluje w okolicach osiemdziesięciu paru punktów. Jedno wszak było pewne: wina, które uzyskały u Parkera ponad 90 punktów, okrywały się chwałą i odnotowywały znakomite wyniki sprzedaży. Na punktację Parkera zaczęły chętnie powoływać się katalogi winiarskie, sklepy i importerzy.
Nic dziwnego, że pomału rosła liczba zarówno jego zwolenników, jak i wrogów. Tych drugich przybywało zwłaszcza w samym Bordeaux, które stało się osobliwym centrum jego 100-punktowych proroctw. Stała się przecież rzecz niebywała – oto barbarzyńca z Ameryki śmiał bezczelnie, po swojemu punktować szacowne francuskie wina. Niektórym Francuzom ta popularność i wpływ na rynek były wybitnie nie w smak. Jako anegdotę przytacza się historię o bliźnie na łydce Parkera. Jest to podobno ślad po ugryzieniu psa, którym poszczuł go jeden z właścicieli szacownego château.

Robert-przewodnik

Tysiące zdegustowanych win i sporządzanych cierpliwie notek degustacyjnych znalazły wreszcie swoje odbicie w zwartych publikacjach. W1987 roku ukazało się pierwsze wydanie Przewodnika po winach świata (który kilka lat temu doczekał się również polskiej edycji). Jest to suche jak pieprz kilkutomowe dzieło, zawierające esencjonalną wiedzę o winach i wytwórcach z całego świata, koncentrujące się przede wszystkim na winach Francji.
Liczni poważni nabywcy – konsumenci i importerzy – liczą się ze zdaniem Parkera zawartym w przewodniku. Parker umocnił swój autorytet. Dziś mówi się, że jego oddziaływanie stało się tak silne, iż niektórzy producenci zaczęli skłaniać się ku jego gustom i produkować wina stylistycznie „pod Parkera”.

Honory

Parker jest pierwszym nie-Francuzem, który spotkał się z niezwykłym uznaniem w tym najbardziej klasycznym kraju wina. W 1994 roku francuska edycja Przewodnika... przez trzy miesiące utrzymywała się na liście bestsellerów. Parker został obdarzony wyróżnieniami, a ponadto uhonorowany ważnymi odznaczeniami. W 1993 François Mitterand uczynił Parkera kawalerem L'Ordre National du Mérité. Warto w tym miejscu wspomnieć, że odznaczenie to ustanowił Napoleon Bonaparte w 1802 roku, aby uhonorować najwyższe osiągnięcia dla Francji. Wkrótce Parkera spotkał kolejny zaszczyt: w 1999 roku prezydent Jacques Chirac osobiście odznaczył go Orderem Legii Honorowej. Chyba trudno o lepsze ukoronowanie winiarskiej drogi. Sprawa jest o tyle ciekawa, że Parker należy do garstki obcokrajowców, którzy uzyskali obydwa te zaszczytne francuskie ordery.
Ponad dwadzieścia lat temu młody prawnik zdecydował się na szalony krok. Dziś święci triumfy i jest znany na całym świecie. Można powiedzieć, że utrzymuje „winiarski” tryb życia. Robert Parker żyje bowiem na wsi, na północy Maryland, z żoną Patricią i córką Maią oraz dwoma psami. Zatem chyba było warto...

Czas Wina nr 27

Zdjęcia

Twój komentarz