Średniowieczne tradycje
Ewa Wawro / 03.02.2012 12:39
Pochwały i „mlaskanie” degustatorów słychać przy każdej okazji, a na międzynarodowych konkursach sypią się medale. Dumne ze swojej winnicy i produkowanego tam Novum władze Uniwersytetu Jagiellońskiego chcą kontynuować winiarskie klimaty.
– Nasze wino jest dobre, ale największą jego wartością jest to, że powstało w Polsce – mówi Adam Kiszka, inżynier rolnik, który z żoną opiekuje się winnicą UJ. On sam do niedawna był tylko dobrym rolnikiem, a teraz jest też dobrze zapowiadającym się winiarzem. Na szczęście „ochy” i „achy” wydawane przez degustatorów często może trochę na wyrost, dla zachęty, ze świadomością, że polskie winiarstwo jeszcze raczkuje, nie zawróciły mu w głowie. Wie, że do pełnego sukcesu jeszcze droga daleka. Ale już dziś winnica Nad Dworskim Potokiem to ścisła czołówka polskiego winiarstwa. Jako jedna z pierwszych w Polsce przebrnęła przez gąszcz biurokratycznych przepisów i może oficjalnie sprzedawać swoje wina.
Trudne początki
Był rok 2004. Karol Musioł, rektor UJ, wtedy jeszcze prorektor ds. rozwoju, wrócił z kilkuletniego pobytu we Francji. Był zauroczony winnicą uniwersytetu w Montpellier i myślał o tym, że jego macierzysta uczelnia też powinna mieć swoją winnicę. Pomysł nie był wcale nowy – najstarsza w Polsce Alma Mater ma tradycje winne sięgające średniowiecza. W XVI wieku UJ miał 400 hektarów winnic, winoroślą obsadzone było niegdyś nawet wzgórze wawelskie.
Prorektor swym pomysłem bez trudu zaraził władze uczelni, a miejsca pod winnicę też nie trzeba było szukać. W oddalonych o 40 kilometrów od Krakowa Łazach UJ ma swój Rolniczy Zakład Doświadczalny. Na blisko 100 hektarach uprawiano tam wcześniej głównie buraki i zboża. Niewiele z tego było pożytku, a jak się okazało Łazy idealnie nadawały się pod projekt winiarski.
Było wszystko, co potrzeba: południowe, dobrze nasłonecznione stoki, kilka stawów, które dodatkowo łagodzą wpływ zimnego powietrza, korzystne warunki klimatyczne, a także dane meteorologiczne z funkcjonujących na terenie dwóch stacji.
Decyzje zapadły szybko. Kiszkowie pojechali do Jasła do Romana Myśliwca po porady i sadzonki. – Nie kryłem, że sceptycznie na to patrzę – wspomina Myśliwiec. – PGR chce założyć winnicę? Jakoś mi to nie pasowało do moich wyobrażeń. Winnica wymaga zupełnie innego podejścia, przede wszystkim oddania i serca. To musi być pasja, a nie administracyjna decyzja. Szybko jednak się okazało, jak bardzo w tym przypadku się myliłem – dodaje.
Nie takiego przyjęcia spodziewał się Kiszka. – Wyliczał nam problemy i trudności, z jakimi się spotkamy – wspomina winiarz. – Zasugerował, że może powinniśmy najpierw spróbować na mniejszym kawałku, że zobaczymy, co nam z tego wyjdzie i zdecydujemy, co dalej – kontynuuje. – Co do tego PGR-u to niewiele się pomylił, ale tym powątpiewaniem, że damy radę, nieźle mnie wkurzył. Niewiele brakowało, a zrezygnowałbym z jego pomocy, posłuchał innych i teraz pewnie płakałbym nad posadzoną viniferą – kończy z uśmiechem.
Pół roku później gospodarze zasadzili pierwsze 30 arów. Z wrodzoną sobie starannością wytyczyli niemal z linijką w ręce równiutkie rzędy. – Nie było łatwo, mimo że jesteśmy z żoną rolnikami z wykształcenia i od ponad 20 lat pracowaliśmy w rolnictwie – przyznaje Kiszka. – Winnica była dla nas wielkim wyzwaniem, to jak wyższa szkoła jazdy, trzeba było uczyć się wszystkiego od podstaw, niestety czasem i na błędach – wspomina.
Rok po pierwszych nasadzeniach przyszła wyjątkowo ciężka zima, temperatury dochodziły nawet do –32ºC, tyle nie zanotowały jeszcze nigdy tamtejsze stacje meteorologiczne. Przed katastrofą uchroniła winnice sumienność gospodarzy. Nie mieli doświadczenia, ale pamiętając przestrogi Myśliwca, wiedzieli, że lepiej dmuchać na zimne. Jesienią ściągnęli łozy z rusztowań i przysypali ziemią. – Może gdyby nie to, władze uczelni uznałyby przedsięwzięcie za zbyt ryzykowne i byłoby po winnicy? – zastanawia się Kiszka.
Na szczęście uczelnia wciąż chciała inwestować w to przedsięwzięcie. Przez kolejne lata winnica była stopniowo powiększana i obecnie ma ponad trzy hektary. Głównie uprawiane są tu odmiany przerobowe, odpowiednie dla naszego klimatu: hibernal, seyval blanc, bianca, rondo i regent. Zebrane owoce winifikuje się w tamtejszej winiarni, która robi wrażenie na odwiedzających. Przestronne pomieszczenia, profesjonalne, nowoczesne wyposażenie i własne laboratorium. Piwnica jest pełna wina, są roczniki 2008, 2009 i ten najgorszy jak dotąd dla winiarzy – 2010. Około dziewięć tysięcy litrów dojrzewa, czekając na degustację.
Kolekcja medali rośnie
Nad jakością uniwersyteckiego trunku czuwa Kapituła Wina UJ, zacne grono profesorów i koneserów wina. Na początek ogłosili wśród studentów konkurs na nazwę akademickiego wina. Padły 163 propozycje, wśród nich wiele żartobliwych i zabawnych, np. owoc nauki, nektar żaka, krew rektora czy łzy studenta. Zwyciężyło Maius, jak najstarsze kolegium UJ, wybrano jednak Novum, bo to pierwsze było już nazwą zastrzeżoną.
Z początkiem lipca w Kapitule debatowano nad przyszłością winnicy. Oczywiście przy lampce własnego wina, bo przecież należało ocenić jego walory i potencjał. Wnioski? Uniwersytecka winnica to trafiona inwestycja, którą należy rozwijać, a Rolniczy Zakład Doświadczalny UJ czeka prawdziwa rewolucja. Ze stu hektarów, jakie zajmuje gospodarstwo, uczelnia ma zostawić sobie tylko część nadającą się pod winnicę i potrzebną otoczkę enoturystyczną. To jakieś 25 hektarów. Za pieniądze uzyskane ze sprzedaży pozostałej części gospodarstwa dofinansowany zostanie rozwój winnicy i przetwórni. Obserwując, jak prowadzona jest winnica w Łazach, śmiało można mówić o czekającym UJ sukcesie.
Wina z Łazów zachowują charakter odmiany, z której powstały. Mają wyraźną owocowość i mineralność oraz charakterystyczny dla polskiego wina pazur. Są czyste i konsekwentne, utrzymane w swoim stylu, bez silenia się na komercję pod potrzeby rynku.
Rondo 2008 w konkursie Vinoforum w Trenczynie zdobyło brązowy medal. W ubiegłym roku Hibernal 2008 zwyciężył w kategorii win białych wytrawnych w międzynarodowym konkursie win uniwersyteckich w Mariborze w Słowenii. Wiosną tego roku Rondo 2009 zdobyło najwięcej punktów w kategorii win czerwonych wytrawnych w I Konkursie Galicyjskim zorganizowanym na Podkarpaciu, a Jutrzenka 2009 była najlepsza w kategorii wina białe wytrawne.
Winnica Nad Dworskim Potokiem jeszcze się specjalnie nie reklamuje, ale już kusi, by ją odwiedzić. W tunelu, w którym wcześniej rosły pomidory, dobrze sprawdzają się odmiany deserowe – arkadia i aloszenkin. Odwiedzając winnice, warto i tam zajrzeć. Urokliwe stawy pełne są ryb, wokół cisza i spokój. Niedawno gospodarze założyli pasiekę i już można sprawdzić, jak smakuje lokalny miód przy okazji wizyty w sklepiku obok winiarni.
– W przyszłości chcemy produkować także miody pitne, ale na razie czekamy na zmiany w polskim prawie – mówi Kiszka. Novum na razie można kupić wyłącznie w sklepiku w Łazach. Butelka białego, bez względu na odmianę czy rocznik, kosztuje 37 zł, a czerwonego 39 zł.
Czas Wina nr 53

